Z szacunku dla tego miejsca, z uwagi na wczesną jak dla normalnego człowieka <który przez ostatni okres czasu nie był zmuszony wstawać wcześniej niż przed 10-nie licząc uwagi o karmieniu kota> porę brzasku dnia (gdzieś 8.40), z uwagi że to kilka dni po sylwestrze, przez szacunek dla poniedziałku, i że na dworze zimno, opowiem to skrótowo ….
Więc jest godzina gdzieś 8.40 ide sobie jakby nie było główną uliczką jednokierunkową. Punkt centralny zegar. Pogoda taka przeciętna, ni to mroźno, ni to ciepło, chlapa, ludzie się ruszają tacy jeszcze niedobudzeni, ktoś z bułeczkami na śniadanie się śpieszy, ktoś po gazete do kiosku wyskoczył, dwie babcie jeszcze po mszy nie skończyły plotkować, takie to sielskie rozmowy małomiastowe …
Aż tu pod zegarem Pan jakiś, (na oko się wieku nie mierzy, więc nie powiem, że tak gdzieś dobrze po 50tce) stoi sobie, patrzy w przyszłość hen hen hen przed siebie i jak nie krzyknie : ” A wszystko jest winą Mickiewicza i tej jego pierdolonej Litwy”. Po czym odwrócił się i ruszył krokiem pewnym przed siebie, znikając za horyzontem …
Powiem, że opadła mi szczęka mocno w dół. Co jak co, ale tekst mocny.
Analiza słów poczyniona nieco później pozwala wysnuć argumenty: 1.rozgoryczony patriota, 2. ktoś, kto miał kłopoty w szkole i szanowanego wieszcza narodu nie lubi (a wieszcza szanowac należy - powodów jest lika, ja chciałam podać ten naj: nasz drogi Adaś ma urodziny…no uhu, tak tak, rok nie ten, ale .. dzięki)
Początek dnia niezwykle udany.
Wracając do nowego roku … bez życzeń, ale za to z pragnieniami… Niech się spełnią.
A Amber. Cudowna jak zwykle przecież

0 odpowiedzi jak dotąd ↓
Nie ma jeszcze komentarzy... Zacznij porywającą dyskusję, wypełniając formularz poniżej.